Plażowe Polaka dylematy toaletowe.

Za oknem słoneczna pogoda, a w kalendarzu już niebawem lato. To oznaka, ze tysiące osób pojedzie wypocząć nad polskie morze. Gdy już będziemy wygrzewać się na rodzimych plażach zawsze pojawia się ten moment, kiedy potrzebujemy skorzystać z toalety. W głowie niczym błyskawica rodzą się trzy możliwości.

Pierwsza najbardziej logiczna to poszukiwanie najbliższej przenośnej i tymczasowe toalety publicznej zwanej, toi toi. Wiąże się to jednak zawsze z szokiem tlenowym, bo trudno po całym dniu plażowania wejść do takiego toi toi-a i nie zetknąć się z potężnym smrodem. Warunki tam tez są, jakie są….dalekie od komfortu. Zdarzają się też na plażach toalety publiczne w barako-kontenerach(bo tak wyglądają). Lepsze, ale też nie reprezentacyjne.

Źródłó fot.; www.trojmiasto.pl

Drugim rozwiązaniem jest pójście do najbliższego tradycyjnego szaletu albo znajdującego się na promenadzie, po drodze na plaże przy wydmach lub w lokalu gastronomicznym (np; takim na plaży). Tutaj już warunki w tego typu toalecie publicznej najczęściej są dużo bardziej komfortowe, jednak wstęp jest już uwaga w zasadzie zawsze płatny, a potrafi to nie być symboliczne 1 czy 2 zł, a nawet dużo więcej. Jeśli jest piwko i napoje to i człowiek w drodze konieczności i za toaletę zapłaci.

Ostatnie rozwiązanie dotyczy głownie mężczyzna i dzieci, choć pewnie są i Panie, które tak mogą czynić, czyli po prostu toaleta publiczna w morzu i tam oddanie swojej potrzeby. To jednak odradzam z oczywistych względów. Przecież nie jedzie się po to kąpać w Bałtyku by tak wszystkim umilić tą czynność i „wzbogacić faune i flore”. Tą czynność trudno jest za to ukarać nawet mandatem, bo polskie morze nie jest tak przejrzyste jak woda w basenach miejskich gdzie od razu byłoby to widoczne. Brakuje też, oczywiście znaków zakazu, bo będąc już 10 lat w UE nauczyliśmy się, że jak nie ma znaków zakazu to daną rzecz przecież wolno…

W czym tkwi problem? W tym, że wiele gmin nie inwestuje w porządne szalety przy plaży, jeśli natomiast są stan ich bywa różny. Toi Toje nie są natomiast ani praktyczne, ani ładne, ani komfortowe, a zrzucanie tego obowiązku na lokale gastronomiczne zawsze odwraca się przeciwko turystom, którym takie rozwiązanie nigdy się podobać nie będzie. Tak jest w kwestii toalet publicznych czytając doniesienia medialne w trójmieście, w Rowach i wielu innych nadmorskich miejscowościach. Są oczywiście wyjątki, jednak do standardu, jakiego byśmy oczekiwali jeszcze trochę brakuje, a przeciecz teraz turysta ma wybór: egipskie komfortowe skwary lub polskie znajome uporczywe komary.

 

admin opublikowano dnia 2014-6-17 Kategoria: Toalety dla niepełosprawnych, Toalety publiczne